RSS
niedziela, 18 października 2015

 Wpadłam. Jak śliwka w kompot, jak kamień w wodę, niczym zając w kapustę.

Jestem zaroholiczką.

Jej macki mnie opętały, szał na temat legów, bluzeczek z organicznej bawełny i milusich sweterków. Jestem w samym środku tego tornada. Nie mam dnia bez sprawdzenia nowości, na szczęście mija trochę dni między zamówieniami. Sprzedaję stare, kupuję nowe... jak w transie.

Ja wiem, że mojemu dziecku wisi co mu zakładam... Może cały dzień latać w piżamie i jest spoko. Ma tylko taką szurniętą matkę żeby w tym w jej odczuciu (na szczęście nie tylko jej) ładnie się ubrać - nadal nie przebrać. Wiem też, że nie jestem osamotniona i to jakoś mnie uspokaja. Wiem też, że niedługo nie będzie mu obojętne co zakładam... To w ramach wyznań.

Ostatnio serial oglądam - Singielkę - uwielbiam tę kobietę. Tak się z nią nawet utożsamiam. Nie jestem sama, nie szukam faceta, ale jakoś bratnio na duszy i w duszy jak plączą jej się losy i mężczyźni i życie samo w sobie..

Top model też oglądam, tam się już nie utożsamiam, tam szukam inspiracji!

Za 2 tygodnie idę z Kubą do szpitala. I już mnie to boli i zjada i cała się trzęsę ze strachu. Na rezonans, na poszukiwań ciąg dalszy, na cuda i wyroki, na szczęście lub nie. Układam sobie to wszystko w głowie - nieskutecznie. Wypieram to gdzieś, gdzie trudno mi to będzie znaleźć żeby do tego nie wracać. Boję się.

Tracę ludzi wokół siebie. A może oni mnie tracą? Rozchodzimy się gdzieś w jakiś momentach, gdzie nie bardzo jest jak zawrócić. O tym innym razem, dam trochę czasu tym drogom, może jeszcze się zejdą...    

20:04, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 września 2015

Wczoraj o 12:45 skończyłam 27 lat. 27 długich, trudnych, szczęśliwych lat. Nie będę się z dotychczasowego życia rozliczać, nie mam na to ani ochoty ani siły. Nie mam też depresji, acz mój stan psychiczny daje wiele do życzenia.

Nie jestem w tym miejscu w którym chciałam być o tej porze, tego dnia, w tym roku. Nie tu siebie sobie wyobrażałam lat kilkanaście temu. Chociaż z mojego pokoju, w moim rodzinnym domu snułam te plany na przyszłość. I planuję teraz być ze wszech stron szczęśliwa i spełniona jako matka, może czyjaś Żona, może właścicielka sklepu z ubraniami dla dzieci, które sama do niego uszyje lub zaprojektuje. Może, daj mi Boże.   

Co u Kuby? Kuba śpi, jest szczęśliwy mam nadzieję i wiarę, że jest zdrowy w każdym aspekcie. 

Nie pisałam 2 miesiące.. gubię się coraz częściej, a już najbardziej nie mogę znaleźć weny. Obiecuję poprawę.

Dobranoc.

 

 

22:43, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lipca 2015

Nie pisałam jakiś czas. Walczyłam z kryzysami. Mnie - mamy, mnie - kobiety, mnie- narzeczonej. Chyba nawet w tej kolejności.  Czytam książkę "Łebki od szpilki ".  Dostałam na wypożyczenie od mojej NieTeściowej. Mam wrażenie jakbym siebie czytała momentami. Tak bliska jest ta Mama mojemu sercu. Tak bardzo jestem w stanie zrozumieć poświęcenie drugiej kobiety dla dobra dzieci, bo tak na prawdę to nie ma wyjścia.  Bo kto Inny?  

Jak nie ja Matka Polka, Matka Długo Karmiaca, Matka nad swym losem często ubolewająca, Matka Się Niewysypiająca, Matka czasami milczaca, Matka swemu dziecku rąbek nieba uchylająca, Matka przez łzy się śmiejąca, Matka juz nie młodo wyglądająca, Matka Walcząca,  Matka pod górę idąca, Matka z nadzieja w przyszłość patrząca.

 Taki rachunek i Pani Agnieszka - autorka nad sobą wystawia. Polecam. Każda Matka powinna przeczytać tę książkę, nie jest depresyjna - wręcz przeciwnie. Niezwykła petarda emocjonalna. 

A ja dzisiaj jak ten Feniks trochę się z popiołów podnoszę. Wychodzę z dzieckiem na spacer. Macha do mnie z daleka nasz listonosz, Pani ze sklepu życzy nam miłego dnia, kupuję sobie śliczna torebkę. Zycie jest piękne myślę.  Idziemy na plac zabaw. Małe dzieci o małych puchatych nnóżkach biegają, śmieją się, krzyczą do pięknych kobiet, ładnie ubranych z idealna fryzurą i makijażem: Mama! 

I wtedy właśnie budzi się we mnie ta co mnóstwo ma pretensji do Boga, losu, czy kto tam te puzzle układa. I patrzymy tak, to na nie to na Kubę. Kuba tez patrzy, pełen podziwu, zaciekawienia. Im dłużej tym głośniej krzyczę potem do środka,  dlaczego?  Wylewam całe morze zniecierpliwienia, bólu, łez. Jak długo jeszcze? Co stanęło na przeszkodzie żebym była na ich miejscu? Dziecko patrzy na mnie, znacząco. "Mamo pora na huśtawki"- mówi prawie całym sobą i z tego letargu mnie wyrywa. Pora.. Na wszystko przyjdzie pora..

21:13, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lipca 2015

- Kuba chodź pomożesz Mamie sprzątać klocki! - wołam za moim dziecięciem w ramach nauki sprzątania po sobie zaraz po tym jak całe pudło klocków zostało wysypane z impetem na podłogę. To był chyba cel zabawy. K. przyraczkowuje do mnie, ja pełna dumy, że słucha, że chce się uczyć porządków...

Spojrzał w pudełko (udało mi się zapełnić do połowy), spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć: Dobrze Ci idzie Mamo! Po czym w tempie ekspresowym podreptał do aut. 

Szewc bez butów chodzi jak to mówią. Pedagog i problemy wychowawcze? A i owszem. Matki jednak niezaleznie od wykształcenia mają problem z tym żeby się do nich przyznać. Bo to wstyd, bo wyjdzie na to, że sobie nie radzą. Bo zostaną źle ocenione, bo po co? Teraz mam zaniżoną siłę perswazji,  problemy wychowawcze przede mną. Chociaż martwi mnie agresja u Kubełka. Czy gryzienie Mamy to objaw czułości? Czy ja też mogę go ugryźć czy to byłby wyraz Bezsilności?

Jak ugryze - dam znać. Jeszcze tłumaczę. 

 

 

23:40, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lipca 2015

Wielu ludzi ma hople na różnych punktach, jedni ciągle sprzątają z obawy przed bakteriami, inni są permanentnie na dietach, bo chcą być szczupli/zdrowi, jeszcze inni podróżują, uprawiają przeróżne sporty, dbają o dobry poziom adrenaliny.

A ja?

A ja jestem zakupocholiczką, albo lepiej seconhandocholiczką lub wyprzedażocholiczką. Dla siebie jednak kupuję dość rzadko. Moje dziecko stało się moim celem strojenia, acz nie przebierania. Powiadają, że mam oko do wyszperania/wygrzebania perełek - jak to modnie się teraz określa fajne ciuchy. Nieskromnie powiem, że się z tym zgadzam. Z kilogramów ciuchów tudzież stron na Allegro/Olx jestem w stanie coś tam wynaleźć co będzie pasowało i leżało i ... dzięki temu moje dziecko ma zapchaną komodę, ja coraz to chudszy portfel i powód do sprzeczek z Same Wiecie Kim.

Czemu o tym piszę? Bo sama przed sobą się oficjalnie do tego przyznaję. Mam pewien problem, oblecieliśmy prawie wszystkie centra handlowe ku chwale wyprzedaży - jak się okazało zbyt późno. Same Wiecie Kto zyskał na tym najwięcej, ale się do tego nie przyznaje. - Czy aby na pewno to jest Kubie niezbędne? - zapytuje mnie się kiedy oblepiam wzrokiem śliczne dresiki w Zarze.

(Nie jest niezbędne - myślę, ale przecież tak wprost mu tego nie powiem) - Wiesz... ładne są i wcale nie takie drogie. (Widzę ten wzrok, trochę na mnie, trochę na reklamówkę z Reserved, z którego przed chwilą wyszliśmy). Ok, ma dresy.

To dość częste zjawisko. Fakt, że lubię Kubełkowi kupować ciuchy, fajnie ubierać, to drażnią mnie stylówki. Wklejam zdjęcie mojego Szkraba i piszę, że to ma Zary, to ma H&M a to w ogóle od Ciotki Klotki i w ogóle tyyyle na to wydałam, że musicie napisać, że ładne. Nie zazdroszczę - zupełnie, wolę swoje second handy i wyprzedaże a reszta jest skądś tam, może od Babci, albo Cioci. Jest fajnie, jest spoko, jest flow, ale żeby aż tak? Nie rozumiem chyba.

No i oprócz tego, że te ubranka, że tak kupuję, dużo... to paranoja tkwi w tym, że nieuprasowanych rzeczy mu nie założę, sama w sumie też nie. A jak byłam mała Mama musiała mi zmieniać rajstopki jak tylko się ufajdałam albo wywaliłam i podziurawiłam. No... 

Więcej grzechów nie pamiętam, nie żałuję, odsprzedam.

 

 

 

12:55, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2015

Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie jedna z mam, która podczas burzy wywołanej tematem frustracji poruszyła dość istotną kwestię a raczej zjawisko jakim są mamy w tv. Takie one ładne, z idealną fryzurą i figurą, zadbane, z wiecznie uśmiechniętym małym brzdącem przytulonym do piersi.

No way... Mnie się w takiej chwili od razu przypomina wierszyk wpisywany bardzo często do pamiętników, kończący się zdaniem: "Uroda szybko przemija i nigdy już więcej nie wraca".

W moim prywatnym odczuciu zapomnieli dodać - "po ciąży". Do tej pory walczę z pociążowymi złogami gdzieś w okolicach bioder, ud... oczu :D. Oczywiście, że dojadam, nic nie dodaje mi tyle energii co tabliczka czekolady. Ja permanentnie potrzebuję cukrów! Ruszać się? Ruszam, noszę kilkanaście razy dziennie niewiele ponad 12 kg, ścieram kurze, prasuję, odkurzam, chodzę na długie spacery. No to po tym wszystkim coś się od życia należy. A nie? Jak tylko postanowię sobie żeby nie jeść słodyczy to zaraz mnie ktoś zdenerwuje. Tym Kimś przeważnie jest On, no i na stres... no znacie coś lepszego od czekolady?  W walce o rozstępy poddałam się jeszcze w ciąży. Nadal 1:0 dla rozstępów.

Fryzjer - bywam czasem a i owszem. Po, wracam okrężną drogą, w wystawach się przeglądam, uśmiecham - "Ładnie" - myślę sobie. Gdy jednak otwieram drzwi mieszkania mój kochany Bobas dokładnie sprawdza czy to faktycznie mama wróciła robiąc mi przy tym fryzurę a'la mop. Paznokcie maluję wieczorem, jak dziecię śpi, tylko dlatego żeby ponapawać się widokiem nieobdrapanych pazurków chociaż przez chwilę. Nie, nie obgryzam paznokci, nie, moje dziecko też mi ich nie obgryza. W nieznanych mi okolicznościach podczas codziennych obowiązków lakier znika. Pf.. Z makijażem doszłam do perfekcji - czasowej oczywiście! Niewiele ponad 5 min., prawie kompletny, prawie równo - acz codziennie! Ha!

Te mamy w tv, faktycznie jakieś takie są bezstresowe, tak jakby ktoś to dziecko im podrzucił chwilę przed nagrywaniem. Tylko czy faktycznie ja bym chciała siebie oglądać w tv? W rozciągniętych dresach i koszulce ulanej mlekiem - teraz w jagodach, truskawkach etc. Z płaczącym dziecięciem z zupełnie nieznanego mi powodu. Nie chciałabym.

Patrzę na te mamy i się uśmiecham, nie zazdroszczę, nie chcę być jak one. Wiem jak jest. I może to lepiej, że nie wszyscy wiedzą :)

 

18:22, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lipca 2015

Obserwacja:

Dziecko wyrzucające książki z regału. 

Wnioski:

Dziecko robiące coś złego traci słuch. Nie ma szans aby dotarło do niego jakiekolwiek "nie wolno", "uważaj", "zostaw encyklopedię!". Dochodzą do tego również objawy amnezji. Widok matki własnej, osobistej nie daje żadnej reakcji, null, zero.

- Czy Pani czegoś potrzebuje? lub - Czy Pani się aby nie zgubiła? - zdawałoby się mówić na szybko rzucone spojrzenie.

A i owszem... zgubiłam, umiejętność dotarcia do własnego dziecka, bynajmniej w tym konkretnym momencie. Na szczęście trwa to krótką chwilę. Na szczęście nuda pojawia się zaraz po tym jak wszystkie książki z regału wylądują na podłodze. Na szczęście to krótki regał. Na szczęście po tej chwili dopada do mnie i pokazuje na resoraki. Resoraki - proszę bardzo!

 

 

 

17:14, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lipca 2015

Moje dziecko ostatnio mi weszło na głowę, dosłownie. Leżałam plackiem na podłodze, starałam się nie zwracać zbytnio na siebie uwagi, oddech spłyciłam do minimium. Myślę, może nie zauważy, może da mi odpocząć?

 

A gdzie tam..Wlazło toto na mnie, przeszło po mnie i zaczęło mi jeździć resorakiem po plecach. Nie powiem, to był jeden z przyjemniejszych momentów całego zajścia acz włażenie na mnie stało się zajęciem hobbystycznym.

 

Staram się jednak aby to wchodzenie na głowę nie stało się tym standardowym. Staram się być matką konsekwentną, mówiącą w chwili zagrożenia zdrowia i życia (nie tylko dziecka) - nie wolno. Przykładem zagrożenia życia innych nie są oczywiście inne dzieci (Kuba należy do tych ulegających) a chociażby mrówki. Dobrze, że jest ich tak dużo. Sytuacja z wczoraj...

- Kubuś zobacz mrówka! - mówię podekscytowana jakby mrówka była co najmniej wymierającym gatunkiem.

Kuba podraczkował, skupił wzrok ma małym stworzeniu i z impetem wskazał na ową mrówkę palcem... hmm... poprawka, nie "na" tylko "w". Mrówka wraz z całymi wnętrznościami (na szczęście nie było ich wiele) znalazła się na wskazującym paluszku Kubusia. Młody spojrzał na palec i wydał z siebie tylko zdziwione: "O!". 

 

Jesteśmy u dziadków i wszelka dyscyplina nie wchodzi w grę, za drzwiami domu moich rodziców jest nirvana. Kuba je co chce, chodzi gdzie chce, robi co chce, śpi o której i gdzie chce, ubiera się również jak chce. Walczyłam dzisiaj dobrą godzinę o to, żeby nie zakładał krótkich spodenek na dresy i t-shirta na piżamkę. Walka zakończona sukcesem. Chociaż zakładanie spodenek w wykonaniu Kubusia jest co najmniej komiczne... gdyż Młody nie celuje samą stópką w nogawkę, tylko bierze stópkę w rączki i próbuje ją wsadzić w spodnie - ubaw po pachy. Wiem, wiem, nie pedagogiczne, ale przypomina mi się sytuacja kiedy podczas rehabilitacji oboje z Ł. zupełnie spontanicznie zaśmialiśmy się z Kuby, po czym zmieszani spojrzeliśmy po sobie.. Na co fizjoterapeuta odpowiedział: Luz, przecież to wasze dziecko :) 

 

Starzy Indianie mówili "Im dalej w las tym ciemniej... Im dalej w rodzicielstwo tym trudniej".

 

Na szczęście guzów od wchodzenia na głowę nie widać :)   

09:58, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 czerwca 2015

Tak przyznaję,  jestem Matką permanentnie sfrustrowaną. I poruszam nieśmiało temat z najbliższymi. 

On: Przecież od dawna Ci mówię, że jesteś sfrustrowana to mi nie wierzysz. (Oparcie moje.. ech)

Przyjaciółka z dzieckiem: Ty wiesz, że ja też. 

Przyjaciółka bez dziecka: No to zrób z tym Coś! A seks Uprawiasz? 

Mama: Oj córcia,  no, ale Czemu? A z Ł. wszystko Ok? 

Tata: Jaka?

Przyjaciel: Nic nie mówi,  bo boi się przyznać mi rację. 

Kuba: Patrzy na mnie jakby nic nie zauważył. 

Kolezanka: Dlatego ja nigdy nie będę mieć dzieci.

Po krótkim rozeznaniu stwierdzam, że dziecko jest przyczyną frustracji, a dokładnie to co z nim zwiazane. Stawiam na siedzenie w domu 24h i brak ludzi, ja tylko w sumie w telewizji słyszę normalny język. No i jak wyjdę na spacer, ale w piaskownicy tez szału nie ma. Cyc trochę jak smycz mnie trzyma przy dziecku i po prawie dwóch latach chyba tak zdziczałam, że boje się ruszyć. Seks wydaje się być rozwiązaniem jedynie doraźnym,  problemu nie rozwiąże,  a nie daj Bóg ześle następny. Mama to to pokolenie kobiet, które nieszczęcia upatruja w mężczyźnie. Tata chyba nigdy nie był sfrustrowany. 

Cóż zrobić,  na imię mi Mama na nazwisko Frustracja, zakolegujemy Się? 

 

 

12:15, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 czerwca 2015

Jakiś czas temu czytałam wywiad z autorką książki "Łebki od szpilki", całość oczywiście bardzo mnie poruszyła, ale w pamięć zapadło jedno zdanie: Matki zdrowych dzieci nie zdają sobie sprawy jak dużo mają. 

Banał,  może i tak, ale jak bardzo  prawdziwy. Ja mam ostatnio wrażenie, że moje dziecko odkłada sobie wszystko na później. Tak jakby miał mnóstwo czasu na to żeby nauczyć się tego co już potrafią jego rówieśnicy. Skończył półtora roku i chyba lubi być karmiony, pojony, prowadzany acz częściej noszony, bo jakoś sam jeść nie chce, a jeść musi, chodzić nie chce a iść trzeba. I jak tylko pójdę na jakąkolwiek kontrolę to usłyszę: No powinien już chodzić, powinien sam jeść. Od znajomych: Anka on już chyba powinien chodzić nie? A czemu on jeszcze jest na cycu przecież powinien... bla bla bla. POWINIEN, ale nie robi.

Przyjaciółka tłumaczy mi jak krowie na granicy, że od kiedy to ja uznaję słowo "powinien". - Anka- mówi - Przecież na studiach Nam wbijali do łbów przez 5 lat, że nie ma czegoś takiego jak powinien. Dziecko idzie swoim rytmem! Ja na to, że od kiedy mi wmawiają, że powinien, doprowadzają do frustracji to ja czasami się zastanawiam czy faktycznie i czasami mi smutno, że On jeszcze nie. 

I teraz tak sobie myślę i mądrze nawet chyba więc zapiszę.

Normą podręcznikową jest, że do półtora roku dziecko ma chodzić. Ok. The question is... jakie dziecko? Ano pewnie takie co to urodziło się o czasie, bez jakichkolwiek wad (jadło, oddychało, żyło - samo, albo bez aparatury - może tak), bez problemów z napięciem mięśniowym, bez leżenia w inkubatorze trzech tygodni. A jaka norma jest dla wcześniaka? Tego nie wie nikt. A ja zaczełam się bać nawet pytać, bo zaraz szukają czegoś co może mu być. PARANOJA. 

Jednakowoż w próbach gonienia swoich rówieśników Młody wymiata - tak nieskromnie uważam, jest w tym mega rozkoszny. Na ten przykład - podejmuje próby samodzielnego ubierania się,  z marnym skutkiem - skarpetka co najwyżej jest tylko na dużym palcu. Wtedy próbuje ze mną dyskutować wydając jakieś nieartykułowane dźwięki wydające się być bardzo mocnymi argumentami, że ta skarpetka już bardziej założyć się nie da. Albo tworzy własną markę biszkoptów - Wyjmuje każdy z torebki, nadgryza go i wkłada z powrotem. Taki jest. Wspominałam też kiedyś o jogurcie - to przy okazji jedzenia łyżeczką, wszystko jest jogurtowe, ale ani łyżeczki nie ma w paszczy Kubusia. Ech...

Mam w sobie konflikt, taką swoją paranoję, bo nie wiem już jak bardzo mogę jeszcze ufać swojej intuicji. I tym marnym poradnikom gdzie wszystko dzieje się w swoim czasie.  

22:07, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6