RSS
czwartek, 16 lipca 2015

Nie pisałam jakiś czas. Walczyłam z kryzysami. Mnie - mamy, mnie - kobiety, mnie- narzeczonej. Chyba nawet w tej kolejności.  Czytam książkę "Łebki od szpilki ".  Dostałam na wypożyczenie od mojej NieTeściowej. Mam wrażenie jakbym siebie czytała momentami. Tak bliska jest ta Mama mojemu sercu. Tak bardzo jestem w stanie zrozumieć poświęcenie drugiej kobiety dla dobra dzieci, bo tak na prawdę to nie ma wyjścia.  Bo kto Inny?  

Jak nie ja Matka Polka, Matka Długo Karmiaca, Matka nad swym losem często ubolewająca, Matka Się Niewysypiająca, Matka czasami milczaca, Matka swemu dziecku rąbek nieba uchylająca, Matka przez łzy się śmiejąca, Matka juz nie młodo wyglądająca, Matka Walcząca,  Matka pod górę idąca, Matka z nadzieja w przyszłość patrząca.

 Taki rachunek i Pani Agnieszka - autorka nad sobą wystawia. Polecam. Każda Matka powinna przeczytać tę książkę, nie jest depresyjna - wręcz przeciwnie. Niezwykła petarda emocjonalna. 

A ja dzisiaj jak ten Feniks trochę się z popiołów podnoszę. Wychodzę z dzieckiem na spacer. Macha do mnie z daleka nasz listonosz, Pani ze sklepu życzy nam miłego dnia, kupuję sobie śliczna torebkę. Zycie jest piękne myślę.  Idziemy na plac zabaw. Małe dzieci o małych puchatych nnóżkach biegają, śmieją się, krzyczą do pięknych kobiet, ładnie ubranych z idealna fryzurą i makijażem: Mama! 

I wtedy właśnie budzi się we mnie ta co mnóstwo ma pretensji do Boga, losu, czy kto tam te puzzle układa. I patrzymy tak, to na nie to na Kubę. Kuba tez patrzy, pełen podziwu, zaciekawienia. Im dłużej tym głośniej krzyczę potem do środka,  dlaczego?  Wylewam całe morze zniecierpliwienia, bólu, łez. Jak długo jeszcze? Co stanęło na przeszkodzie żebym była na ich miejscu? Dziecko patrzy na mnie, znacząco. "Mamo pora na huśtawki"- mówi prawie całym sobą i z tego letargu mnie wyrywa. Pora.. Na wszystko przyjdzie pora..

21:13, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lipca 2015

- Kuba chodź pomożesz Mamie sprzątać klocki! - wołam za moim dziecięciem w ramach nauki sprzątania po sobie zaraz po tym jak całe pudło klocków zostało wysypane z impetem na podłogę. To był chyba cel zabawy. K. przyraczkowuje do mnie, ja pełna dumy, że słucha, że chce się uczyć porządków...

Spojrzał w pudełko (udało mi się zapełnić do połowy), spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć: Dobrze Ci idzie Mamo! Po czym w tempie ekspresowym podreptał do aut. 

Szewc bez butów chodzi jak to mówią. Pedagog i problemy wychowawcze? A i owszem. Matki jednak niezaleznie od wykształcenia mają problem z tym żeby się do nich przyznać. Bo to wstyd, bo wyjdzie na to, że sobie nie radzą. Bo zostaną źle ocenione, bo po co? Teraz mam zaniżoną siłę perswazji,  problemy wychowawcze przede mną. Chociaż martwi mnie agresja u Kubełka. Czy gryzienie Mamy to objaw czułości? Czy ja też mogę go ugryźć czy to byłby wyraz Bezsilności?

Jak ugryze - dam znać. Jeszcze tłumaczę. 

 

 

23:40, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lipca 2015

Wielu ludzi ma hople na różnych punktach, jedni ciągle sprzątają z obawy przed bakteriami, inni są permanentnie na dietach, bo chcą być szczupli/zdrowi, jeszcze inni podróżują, uprawiają przeróżne sporty, dbają o dobry poziom adrenaliny.

A ja?

A ja jestem zakupocholiczką, albo lepiej seconhandocholiczką lub wyprzedażocholiczką. Dla siebie jednak kupuję dość rzadko. Moje dziecko stało się moim celem strojenia, acz nie przebierania. Powiadają, że mam oko do wyszperania/wygrzebania perełek - jak to modnie się teraz określa fajne ciuchy. Nieskromnie powiem, że się z tym zgadzam. Z kilogramów ciuchów tudzież stron na Allegro/Olx jestem w stanie coś tam wynaleźć co będzie pasowało i leżało i ... dzięki temu moje dziecko ma zapchaną komodę, ja coraz to chudszy portfel i powód do sprzeczek z Same Wiecie Kim.

Czemu o tym piszę? Bo sama przed sobą się oficjalnie do tego przyznaję. Mam pewien problem, oblecieliśmy prawie wszystkie centra handlowe ku chwale wyprzedaży - jak się okazało zbyt późno. Same Wiecie Kto zyskał na tym najwięcej, ale się do tego nie przyznaje. - Czy aby na pewno to jest Kubie niezbędne? - zapytuje mnie się kiedy oblepiam wzrokiem śliczne dresiki w Zarze.

(Nie jest niezbędne - myślę, ale przecież tak wprost mu tego nie powiem) - Wiesz... ładne są i wcale nie takie drogie. (Widzę ten wzrok, trochę na mnie, trochę na reklamówkę z Reserved, z którego przed chwilą wyszliśmy). Ok, ma dresy.

To dość częste zjawisko. Fakt, że lubię Kubełkowi kupować ciuchy, fajnie ubierać, to drażnią mnie stylówki. Wklejam zdjęcie mojego Szkraba i piszę, że to ma Zary, to ma H&M a to w ogóle od Ciotki Klotki i w ogóle tyyyle na to wydałam, że musicie napisać, że ładne. Nie zazdroszczę - zupełnie, wolę swoje second handy i wyprzedaże a reszta jest skądś tam, może od Babci, albo Cioci. Jest fajnie, jest spoko, jest flow, ale żeby aż tak? Nie rozumiem chyba.

No i oprócz tego, że te ubranka, że tak kupuję, dużo... to paranoja tkwi w tym, że nieuprasowanych rzeczy mu nie założę, sama w sumie też nie. A jak byłam mała Mama musiała mi zmieniać rajstopki jak tylko się ufajdałam albo wywaliłam i podziurawiłam. No... 

Więcej grzechów nie pamiętam, nie żałuję, odsprzedam.

 

 

 

12:55, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lipca 2015

Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie jedna z mam, która podczas burzy wywołanej tematem frustracji poruszyła dość istotną kwestię a raczej zjawisko jakim są mamy w tv. Takie one ładne, z idealną fryzurą i figurą, zadbane, z wiecznie uśmiechniętym małym brzdącem przytulonym do piersi.

No way... Mnie się w takiej chwili od razu przypomina wierszyk wpisywany bardzo często do pamiętników, kończący się zdaniem: "Uroda szybko przemija i nigdy już więcej nie wraca".

W moim prywatnym odczuciu zapomnieli dodać - "po ciąży". Do tej pory walczę z pociążowymi złogami gdzieś w okolicach bioder, ud... oczu :D. Oczywiście, że dojadam, nic nie dodaje mi tyle energii co tabliczka czekolady. Ja permanentnie potrzebuję cukrów! Ruszać się? Ruszam, noszę kilkanaście razy dziennie niewiele ponad 12 kg, ścieram kurze, prasuję, odkurzam, chodzę na długie spacery. No to po tym wszystkim coś się od życia należy. A nie? Jak tylko postanowię sobie żeby nie jeść słodyczy to zaraz mnie ktoś zdenerwuje. Tym Kimś przeważnie jest On, no i na stres... no znacie coś lepszego od czekolady?  W walce o rozstępy poddałam się jeszcze w ciąży. Nadal 1:0 dla rozstępów.

Fryzjer - bywam czasem a i owszem. Po, wracam okrężną drogą, w wystawach się przeglądam, uśmiecham - "Ładnie" - myślę sobie. Gdy jednak otwieram drzwi mieszkania mój kochany Bobas dokładnie sprawdza czy to faktycznie mama wróciła robiąc mi przy tym fryzurę a'la mop. Paznokcie maluję wieczorem, jak dziecię śpi, tylko dlatego żeby ponapawać się widokiem nieobdrapanych pazurków chociaż przez chwilę. Nie, nie obgryzam paznokci, nie, moje dziecko też mi ich nie obgryza. W nieznanych mi okolicznościach podczas codziennych obowiązków lakier znika. Pf.. Z makijażem doszłam do perfekcji - czasowej oczywiście! Niewiele ponad 5 min., prawie kompletny, prawie równo - acz codziennie! Ha!

Te mamy w tv, faktycznie jakieś takie są bezstresowe, tak jakby ktoś to dziecko im podrzucił chwilę przed nagrywaniem. Tylko czy faktycznie ja bym chciała siebie oglądać w tv? W rozciągniętych dresach i koszulce ulanej mlekiem - teraz w jagodach, truskawkach etc. Z płaczącym dziecięciem z zupełnie nieznanego mi powodu. Nie chciałabym.

Patrzę na te mamy i się uśmiecham, nie zazdroszczę, nie chcę być jak one. Wiem jak jest. I może to lepiej, że nie wszyscy wiedzą :)

 

18:22, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lipca 2015

Obserwacja:

Dziecko wyrzucające książki z regału. 

Wnioski:

Dziecko robiące coś złego traci słuch. Nie ma szans aby dotarło do niego jakiekolwiek "nie wolno", "uważaj", "zostaw encyklopedię!". Dochodzą do tego również objawy amnezji. Widok matki własnej, osobistej nie daje żadnej reakcji, null, zero.

- Czy Pani czegoś potrzebuje? lub - Czy Pani się aby nie zgubiła? - zdawałoby się mówić na szybko rzucone spojrzenie.

A i owszem... zgubiłam, umiejętność dotarcia do własnego dziecka, bynajmniej w tym konkretnym momencie. Na szczęście trwa to krótką chwilę. Na szczęście nuda pojawia się zaraz po tym jak wszystkie książki z regału wylądują na podłodze. Na szczęście to krótki regał. Na szczęście po tej chwili dopada do mnie i pokazuje na resoraki. Resoraki - proszę bardzo!

 

 

 

17:14, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lipca 2015

Moje dziecko ostatnio mi weszło na głowę, dosłownie. Leżałam plackiem na podłodze, starałam się nie zwracać zbytnio na siebie uwagi, oddech spłyciłam do minimium. Myślę, może nie zauważy, może da mi odpocząć?

 

A gdzie tam..Wlazło toto na mnie, przeszło po mnie i zaczęło mi jeździć resorakiem po plecach. Nie powiem, to był jeden z przyjemniejszych momentów całego zajścia acz włażenie na mnie stało się zajęciem hobbystycznym.

 

Staram się jednak aby to wchodzenie na głowę nie stało się tym standardowym. Staram się być matką konsekwentną, mówiącą w chwili zagrożenia zdrowia i życia (nie tylko dziecka) - nie wolno. Przykładem zagrożenia życia innych nie są oczywiście inne dzieci (Kuba należy do tych ulegających) a chociażby mrówki. Dobrze, że jest ich tak dużo. Sytuacja z wczoraj...

- Kubuś zobacz mrówka! - mówię podekscytowana jakby mrówka była co najmniej wymierającym gatunkiem.

Kuba podraczkował, skupił wzrok ma małym stworzeniu i z impetem wskazał na ową mrówkę palcem... hmm... poprawka, nie "na" tylko "w". Mrówka wraz z całymi wnętrznościami (na szczęście nie było ich wiele) znalazła się na wskazującym paluszku Kubusia. Młody spojrzał na palec i wydał z siebie tylko zdziwione: "O!". 

 

Jesteśmy u dziadków i wszelka dyscyplina nie wchodzi w grę, za drzwiami domu moich rodziców jest nirvana. Kuba je co chce, chodzi gdzie chce, robi co chce, śpi o której i gdzie chce, ubiera się również jak chce. Walczyłam dzisiaj dobrą godzinę o to, żeby nie zakładał krótkich spodenek na dresy i t-shirta na piżamkę. Walka zakończona sukcesem. Chociaż zakładanie spodenek w wykonaniu Kubusia jest co najmniej komiczne... gdyż Młody nie celuje samą stópką w nogawkę, tylko bierze stópkę w rączki i próbuje ją wsadzić w spodnie - ubaw po pachy. Wiem, wiem, nie pedagogiczne, ale przypomina mi się sytuacja kiedy podczas rehabilitacji oboje z Ł. zupełnie spontanicznie zaśmialiśmy się z Kuby, po czym zmieszani spojrzeliśmy po sobie.. Na co fizjoterapeuta odpowiedział: Luz, przecież to wasze dziecko :) 

 

Starzy Indianie mówili "Im dalej w las tym ciemniej... Im dalej w rodzicielstwo tym trudniej".

 

Na szczęście guzów od wchodzenia na głowę nie widać :)   

09:58, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »