RSS
wtorek, 23 czerwca 2015

Tak przyznaję,  jestem Matką permanentnie sfrustrowaną. I poruszam nieśmiało temat z najbliższymi. 

On: Przecież od dawna Ci mówię, że jesteś sfrustrowana to mi nie wierzysz. (Oparcie moje.. ech)

Przyjaciółka z dzieckiem: Ty wiesz, że ja też. 

Przyjaciółka bez dziecka: No to zrób z tym Coś! A seks Uprawiasz? 

Mama: Oj córcia,  no, ale Czemu? A z Ł. wszystko Ok? 

Tata: Jaka?

Przyjaciel: Nic nie mówi,  bo boi się przyznać mi rację. 

Kuba: Patrzy na mnie jakby nic nie zauważył. 

Kolezanka: Dlatego ja nigdy nie będę mieć dzieci.

Po krótkim rozeznaniu stwierdzam, że dziecko jest przyczyną frustracji, a dokładnie to co z nim zwiazane. Stawiam na siedzenie w domu 24h i brak ludzi, ja tylko w sumie w telewizji słyszę normalny język. No i jak wyjdę na spacer, ale w piaskownicy tez szału nie ma. Cyc trochę jak smycz mnie trzyma przy dziecku i po prawie dwóch latach chyba tak zdziczałam, że boje się ruszyć. Seks wydaje się być rozwiązaniem jedynie doraźnym,  problemu nie rozwiąże,  a nie daj Bóg ześle następny. Mama to to pokolenie kobiet, które nieszczęcia upatruja w mężczyźnie. Tata chyba nigdy nie był sfrustrowany. 

Cóż zrobić,  na imię mi Mama na nazwisko Frustracja, zakolegujemy Się? 

 

 

12:15, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 czerwca 2015

Jakiś czas temu czytałam wywiad z autorką książki "Łebki od szpilki", całość oczywiście bardzo mnie poruszyła, ale w pamięć zapadło jedno zdanie: Matki zdrowych dzieci nie zdają sobie sprawy jak dużo mają. 

Banał,  może i tak, ale jak bardzo  prawdziwy. Ja mam ostatnio wrażenie, że moje dziecko odkłada sobie wszystko na później. Tak jakby miał mnóstwo czasu na to żeby nauczyć się tego co już potrafią jego rówieśnicy. Skończył półtora roku i chyba lubi być karmiony, pojony, prowadzany acz częściej noszony, bo jakoś sam jeść nie chce, a jeść musi, chodzić nie chce a iść trzeba. I jak tylko pójdę na jakąkolwiek kontrolę to usłyszę: No powinien już chodzić, powinien sam jeść. Od znajomych: Anka on już chyba powinien chodzić nie? A czemu on jeszcze jest na cycu przecież powinien... bla bla bla. POWINIEN, ale nie robi.

Przyjaciółka tłumaczy mi jak krowie na granicy, że od kiedy to ja uznaję słowo "powinien". - Anka- mówi - Przecież na studiach Nam wbijali do łbów przez 5 lat, że nie ma czegoś takiego jak powinien. Dziecko idzie swoim rytmem! Ja na to, że od kiedy mi wmawiają, że powinien, doprowadzają do frustracji to ja czasami się zastanawiam czy faktycznie i czasami mi smutno, że On jeszcze nie. 

I teraz tak sobie myślę i mądrze nawet chyba więc zapiszę.

Normą podręcznikową jest, że do półtora roku dziecko ma chodzić. Ok. The question is... jakie dziecko? Ano pewnie takie co to urodziło się o czasie, bez jakichkolwiek wad (jadło, oddychało, żyło - samo, albo bez aparatury - może tak), bez problemów z napięciem mięśniowym, bez leżenia w inkubatorze trzech tygodni. A jaka norma jest dla wcześniaka? Tego nie wie nikt. A ja zaczełam się bać nawet pytać, bo zaraz szukają czegoś co może mu być. PARANOJA. 

Jednakowoż w próbach gonienia swoich rówieśników Młody wymiata - tak nieskromnie uważam, jest w tym mega rozkoszny. Na ten przykład - podejmuje próby samodzielnego ubierania się,  z marnym skutkiem - skarpetka co najwyżej jest tylko na dużym palcu. Wtedy próbuje ze mną dyskutować wydając jakieś nieartykułowane dźwięki wydające się być bardzo mocnymi argumentami, że ta skarpetka już bardziej założyć się nie da. Albo tworzy własną markę biszkoptów - Wyjmuje każdy z torebki, nadgryza go i wkłada z powrotem. Taki jest. Wspominałam też kiedyś o jogurcie - to przy okazji jedzenia łyżeczką, wszystko jest jogurtowe, ale ani łyżeczki nie ma w paszczy Kubusia. Ech...

Mam w sobie konflikt, taką swoją paranoję, bo nie wiem już jak bardzo mogę jeszcze ufać swojej intuicji. I tym marnym poradnikom gdzie wszystko dzieje się w swoim czasie.  

22:07, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 czerwca 2015

Mama to kucharz, kelner, gosposia (żeby nie pisać sprzątaczka), to sponsor, stylistka, lekarz, ratownik, higienistka, klaun, piosenkarka, bajkopisarka, koń na biegunach, fotograf, fryzjerka, malarka, przytulanka, informatyk - nie mylić z informatorem, którym też oczywiście jest, usypiacz, poduszka a i ostatecznie niewolnik ;) 

Nigdy nie spodziewałabym się, że macierzyństwo doda mi tyle specjalizacji. A w życiu. Od prawie 3 miesięcy jestem tylko mamą, porzuciłam płonną nadzieję bogatej kariery w bankowości na poczet pieluch i bycia PPD (Perfekcyjna Pani Domu dla niewtajemniczonych). W sumie to nie miałam zbytnio wyboru, nie mając już nawet minuty urlopu i tak pewnie zostałabym zwolniona przez nieobecności w pracy spowodowane kolejnymi kontrolami Kuby, nie mówiąc o rehabilitacji. A niech tam, kiedyś wrócę w wir zawodowych uniesień i wyzwań. To pewne, już nawet nie piszę, że taki mam plan, tak będzie i już. Niech no tylko dziecko będzie zdrowe.

A wracając do zawodu... zainspirował mnie do tego tematu mój Przyszły Niedoszły Mąż, Ojciec Syna Mojego Jakuba, który popołudniową porą do mnie dzisiaj w te słowa:" Ty przecież masz tylko dziecko na głowie. Ja mam jeszcze pracę". Kontekst nie ma większego znaczenia... On ma jeszcze pracę. A ja high life na to wychodzi. Ja mam TYLKO dziecko na głowie. Przecież to NIC, przecież to tylko małe, krzyczące, plujące, mówiące tylko w sobie znanym języku stworzenie, które ciągle trzeba mieć na oku żeby nie zrobiło sobie krzywdy bądź nie znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Toż to pesteczka jest. Nieistotne, że czuję się jak żołnierz w okopach, ciągle czujna i teraz nic mnie tak nie niepokoi jak Cisza. Wiem, że wtedy moje dziecko na pewno nie robi nic dobrego... Może jest wtedy w trakcie zjadania jakiś paproszków, albo paragonu ze sklepu...albo przycinania sobie paluszków w szufladzie, no bo przecież musi zobaczyć czy nadal jest wypchana skarpetkami. Dzisiaj Cisza okazała się wylewaniem resztek zimnej kawy na bielusieńką pościel. Można? Można. Kołderce też się należy. I to TYLKO dziecko na głowie. A on zachowuje się tak  jakby był prezydentem i to nie byle jakiego państwa, tylko dajmy na to USA... I miał jakąś super tajną i mega pilną misję od której zależy życie milionów. 

Konkludując... czuję się trochę niedoceniana, myślę, że nie tylko Ja, myślę, że czeka mnie najtrudniejszy okres zawodowy w moim życiu i chyba najbardziej nieprzewidywalny. Myślę, że jestem na niego gotowa, ba... mimo wszystko czekam na każdy następny dzień.      

 

23:33, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dni od ostatniego wpisu 114. Tak twierdzą bynajmniej blogowe statystyki. Długo, a raczej dawno... Postanowiłam się jednak zmobilizować, bo za duże kiełbie we łbie już mi się zrobiło. 

10go kwietnia najważniejsza kobieta w moim życiu miała zawał. To tak jakbym oberwała obuchem w głowę, tego w ogóle się nie da opisać, bynajmniej ja nie potrafię. Słów też bym nie potrafiła dobrać. 10go kwietnia kilkanaście lat temu zmarł mój dziadek, moja babcia natomiast zmarła w rocznicę śmierci swojego ojca. Do tej pory nie jestem w stanie tego ogarnąć. Niemożliwe, że to przypadek, coraz bardziej przekonuję się w tym, że naszym życiem nie kieruje przypadek. Mama przeżyła, ja byłam 200 km od niej, ale tylko przez "chwilę". Dotarłam najszybciej jak się dało, zamieniłyśmy się miejscami, zawsze to ona siedziała przy moim łóżku po każdej operacji. Matki mają niesamowitą siłę w sobie, jako córka miałam jej ciut mniej. I z pretensją patrzyłam w niebo, z wyrzutem może też. Tak jakby ktoś szedł w tym życiu za mną i mnie batem okładał i dokładał, bo mało jeszcze mam. 

Dwa tygodnie później mnie kroili, żłobili i co tylko aby torbiel, która sobie wzięła i urosła w mojej szczęce całkiem jej nie zniszczyła, wyjęli taką jak jajo przepiórcze, pokazali, pośmiali się. Też nawet i ja zamroczona wydarzeniem zażartowałam, że liczyłam na ładniejsze wnętrze. Przeszłam i to. A co mi tam. Ból psychiczny fizycznym trzeba okładać.

A na czwarte mi Żal, bo aż tyle mam go w sobie. A mam go dlatego, że gdyby nie On, to sama z tym wszystkim bym była i to co przez długie 30 lat mi wpajano, że o rodzinę trzeba dbać, bo na nią zawsze można liczyć to GÓWNOPRAWDA. I nie bliscy tylko święte krowy, tak bym to raczej teraz uściśliła. I już się we mnie gotuje a tylko dwa zdania napisałam. Ten wrzątek to bym chętnie wylała i wyleję kiedyś, przy okazji i usłyszę jak to się zmieniłam. A dorosłam chyba. Oj tak.

I drażni mnie nagonka na spot o macierzyństwie, zwłaszcza od tych bezdzietnych, uderzyć w stół...

I podobał mi się film - Prawnik z Lincolna - polecam.

Przeczytałam "Los powtórzony" po bardzo długim czasie i... nie wiem co mam o nim myśleć. Wiem tylko tyle, że szczęście to brak w życiu nieszczęścia. Skoro tak, to tylko bywam szczęśliwa.

Postanowiłam być systematyczna, w różnych aspektach mojego życia, ale zwłaszcza w tym, chcę pisać, może coś się z tego wypisze.

Dziecię śpi. Chyba zdrowe, chyba szczęśliwe. Jutro rano znowu wysmaruje jogurtem podłogę. O tym innym razem.

Dobranoc.

 

 

 

21:21, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »