RSS
wtorek, 29 grudnia 2015

I o autorze, który niezmiennie i nieprzerwanie mnie wzrusza. Znalazłam bowiem czas na czytanie, nie duże, malutkie czytanie w trakcie drzemki. Mikołaj przyniósł mi Ślady.  Nie wiem czy najnowszy, ale na pewno jeden z nowszych zbiorów opowiadań J.L. Wiśniewskiego. Uwielbiam jego styl i przez niego napisane nie zawsze jego historie.  Często się wzruszam,  często się zatrzymuje na chwilę i mysle nad sobą.  Częściej po takiej lekturze przyglądam się swojemu życiu. Bardziej, mocniej wiem, że nie jestem na straconej pozycji, że może być gorzej,  może być piękniej. Ze zasługuje na bycie szczęśliwa. Nie całe 90 stron a tyle refleksji w mojej głowie. Książka jest pięknie smutna.. Chciałabym umieć tak pisać. 

"Bo niektóre doświadczenia zmieniają nas na zawsze, niektórych tęsknot nie da się ukoić,  a o pewnych rzeczach nie sposób zapomniec". 

15:46, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 grudnia 2015

Wszelkie frustracje mają kiedyś swoje kumulacje, dzień, w którym albo marzysz o wyczytanym w lekturze szkolnej katharsis, albo o kulce w łeb. Ja mam chyba dziś ten dzień. Wpadamy z K w histerie na zmianę. On, bo ja chcę żeby zaczął chodzić, ja, bo On wcale nie chce. Kręgosłup mam u kolan, ze zmęczenia. Od zdjęcia gipsu minął tydzień i nic.. Czasami wstanie, ale lewa noga jakby nie istniała. Uprawiam na sobie osobisty lincz, dlaczego ja go nie pilnowalam,  dlaczego pozwoliłam do tego dopuścić. Gotuje się we mnie wywar z pretensji, żalu i nienawiści. Z chęcią bym wylała na sprawców.  Dala sobie upust.. 

Żal tym większy im mniejsze poczucie winy. Nie usłyszeliśmy - przykro nam, pomożemy, zrobimy wszystko żeby doszedł do siebie.. Nie, poco.. Przecież to nie my, to przypadek, a może Twoja karma? Nasza wina? Nigdy! Ani teraz, ani kiedykolwiek. My sobie go raz na czas odwiedzimy..

Zycie polej mi.. Upij mi zmęczenie, by jakoś zimę te przetrwać. 

14:44, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 grudnia 2015

Juz od jakiegoś czasu zastanawiam się jak dużo może unieść moja psychika. Jak dużo zakamarków jeszcze mam żeby upchnac tam wszystkie złe wydarzenia. To wszystko siedzi we mnie jak taka bomba z opóźnionym zapłonem. Niech tylko znajdzie się lont i ten kto zdobędzie się na odwagę żeby go odpalić. Oj biada mu..

Niech to sobie uwije gniazdo w najczarniejszych i najdalszych zakątkach i niech tam siedzi i nosa nawet poza ramy nie wyciąga, bo inaczej koniec będzie bliski.

Wczoraj zdjelismy gips, tzn. nie tak do końca my a dość oschly lekarz, który permanentnej histerii K. zdawał by się nie zauważać. Minęła noc przez którą krzyczalam sobie do środka "dlaczego" i linczowalam swoich NieTesciow za taki brak czujności i odpowiedzialności za to małe stworzenie. Czekałam na pierwsze kroki prawie rok dłużej niż standardowy rodzic, ćwiczyłam,  rehabilitowalam. Wystarczył moment. Domino które tak skrzętnie układałam, klocek po klocku runelo. Musze wszystko zaczynać od początku. Nawet nie zdążyłam się na nie napatrzeć. Nacieszyć widokiem. Oczywiście nie ma winnych.. Przypadek.. przypadek, że babcia idąc przy dziecku nie widzi klocka na którym dziecko złamie kość. Gdzie wiadomo, że On dopiero zaczyna, że trzeba być ostrożnym żeby się nie zrazil. Gotuje się  we mnie, bo to odbije się na K i na mnie najmocniej. Jak na razie nie chce wstawać, nie myślę nawet o chodzeniu.. Może jeszcze go boli, może się boi.. A dziś jeszcze był bilans a jutro psycholog kliniczny (ja też chcę! !) 

Niech ktoś zabierze ode mnie ta wściekłość i strach.. ból się rozejdzie po kościach. 

Ja nie mam już sił. 

12:45, fibithestrange
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 grudnia 2015

Jedni piszą o swoich przepisach,  na życie,  na obiad. Inni podróżach tu i tam, jeszcze inni o wspomnieniach, o każdym dniu, o dzieciach. Rozpisuja się w wierszach, felieton ach, opowiadaniach. 

Ja się za to Wylewam. Nie tylko ze spodni, ale i na klawiaturę. Tu jest taka moja alkowa, tu mogę sobie popłakać, splunac,  przklnąć siarczyście,  uderzyć głową w mur i wydrzeć się na świat,  z żalem albo bez - w zależności od nastroju.

Jestem jako tako anonimowa, a to duży plus. Jestem sobą. Nie jednemu juz by uszy spuchly od tych moich pretensji do życia. A tu w każdej chwili można nacisnąć krzyżyk. Tu mogę wwracać kiedy chce, z pudełkiem lodów na kolanach i wczorajszym makijażem pisać o swoich skutkach - rzadziej o radościach. 

Dobrze, że Cię tu znalazłam. 

15:16, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 grudnia 2015

Jedni jej permanentnie szukają, desperacko udzielają się towarzysko, bywają tam gdzie owa miłość mogą spotkać,  szukają jej w książkach, internecie, filmie.

 Ja swojej miłości bardzo nie szukałam, wpadła na mnie sama lat 8 temu na zajęciach z siatkówki. To była moja pierwsza wielka miłość,  zaraz po dwóch poprzednich wielkich milosciach,  które z czasem nie okazały się wystarczająco duże. Ta jednak pozostała najtrwalsza, najpoważniejsza i najistotniejsza ze wszystkich. Dzięki tej bowiem miłości urodziłam sobie miłość bezwarunkowa,  piszę sobie, bo facet nigdy nie kocha bezwarunkowo.. no chances. Z czasem miłość bezwarunkowa stała się ta dominującą,  to był bardzo krótki czas. W zasadzie moment. I im dłużej to trwało tym mniej mi była ta miłość warunkowa potrzebna.

Zaczęło w niej być aż za dużo warunków. Zbyt wiele wymagań,  roszczeń i nie spełnionych obietnic. Gdzieś zgubił się ten ogień, żar wypalił a popiół zamietlismy pod dywan, na którym leżą rozrzucone skarpetki, o które też zdarzało nam się kłócić. Smutne love story, bez hepiendu, żyjemy sobie, obok siebie, absolutnie nie z sobą.   Gdzieś na chwilę połączy nas moja miłość bezwarunkowa.. Ta chwila nie trwa długo.  Często mówi mi, że mnie kocha, ale te słowa juz dawno nie brzmiały tak pusto.

Idą święta, czas życzeń. A ja bym chciała tylko siebie odnaleźć. 

14:44, fibithestrange
Link Komentarze (1) »