RSS
wtorek, 23 lutego 2016

 Gulasz wyszedł pyszny. Jak zawsze. Doprosila się o komplement. Wrócił Korpo Nie Mąż z Korpo Zmęczeniem i Korpo Stresem na twarzy. Nie zapytał jak minął jej dzień, co nowego powiedział Ich syn. Nawet nie zauważył prawie perfekcyjnego mieszkania. Przywiózł jej zamówienie z Zary dla Ich syna. Nie skomentował go, chyba już mu wszystko jedno. Podczas kąpieli K słuchała Korpo Relacji. Obejrzała serial, On ugotowal na jutro chinszczyzne. Prosiła go o to już w niedzielę kiedy ustalala plan obiadów na cały tydzień. Chwile posiedzial z synem, bo poczuł ogromną potrzebę wyrzucania śmieci, akurat wtedy kiedy chciała odpocząć. K w swoim niezatrzymanym slowotoku zaczął mówić "tata". Nie była pewna czy widziała wzruszenie na Jego twarzy, tak długo przecież na to czekał. Uczcil to szklanka whisky z cola i obejrzeniem meczu kiedy Ona usypiala ich syna. Teraz sama pije wino. Morgan BlackBerry, pyszne. Sama siedzi w pokoju, obok Niej śpi ich syn. Próbuje sobie przypomnieć kiedy ostatnio dostała kwiaty.. chyba częściej kupuje je sobie sama.

Tak żyją obok siebie, w swoich światach, że swoimi marzeniami, każde z nich samotnie.

23:35, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »

Co potrafi prawie perfekcyjna Pani domu? Do godziny 12 potrafi ogarnąć mieszkanie, tak, że gdyby ktoś, ktokolwiek chciał ją spontanicznie odwiedzić to zaprosilaby z otwartymi ramionami.

Spontaniczne wizyty raczej się nie zdarzają w prawie perfekcyjnym domu. Prawie perfekcyjna Pani Domu nie ma wielu przyjaciół,  a tych co ma, ma daleko. Z rodzina nie utrzymuje kontaktu a rodzicow ma tak daleko jak przyjaciol. Prawie perfekcyjny dom to zaledwie mieszkanie i to jeszcze nie Jej własne.  W tym nie własnym mieszkaniu od poranka czuć unoszący się piękny zapach dopiero co wstawionego gulaszu z wołowiny. Podobno robi bardzo smaczny gulasz, tak mówi jej Nie Mąż. 

Do południa zdążyła jeszcze spokojnie wypić kawę, ogarnąć dziecko i siebie żeby bez wstydu na twarzy móc wyjść do ludzi wczesnym popołudniem. Dziecko narzuca tempo chodząc z nią, za nią lub niesione przez nią i wołając dzia dzia da.. w dość znośnym rytmie. 

Na spacerze po prawie perfekcyjnych zakupach, prawie, bo chciała sobie kupić coś ładnego,  żeby uwydatnic te swoje starania o ładniejsze jutro, dziec na to nie pozwolił. Dala spokój,  przecież może spróbować ładnie wyglądać kiedy indziej. 

Wróciła do juz nawet nie prawie perfekcyjnego mieszkania. (Podczas jej nieobecności ktoś musiał zrobić ten balagan!) Pije pyszna druga kawę z mlekiem - nigdy bez. I myśli o tym jak bardzo niedoceniane są prawie perfekcyjne, jak bardzo nie widzi się tej pracy. Jak boi się powrotu do pracy..

Chyba dość szybko musi stać się sławną pisarka..

14:36, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 lutego 2016

W sobote Panna Anna miała wychodne, sama! Wielka Dama!

Po prawie dwóch latach odwiedziłam ulice Piotrkowska.  Moja przyjaciółka przyjechała z Krakowa, postanowiła wyciągnąć mnie na miasto. Przy okazji poznałam jej mała część - bliższych znajomych i ta ulubiona cześć czyt. wybranka serca :) Jak się okazało niezwykle uroczego :) których zabrała ze sobą.

 

Zanim jednak..

Droga tramwajem ok 30 minut. Specjalnie wysiadlam wcześniej, tak dawno nie byłam w centrum. Zmieniło się wszystko. Cała ulica. Niewiele knajpek kojarzylam, na wiele miejsc patrzyłam z sentymentem. Czułam się faktycznie jak dzikus. Pomyślałam,  że księgarnia, która często odwiedzalam będzie swojego rodzaju alkowa. Gdy dotarłam na miejsce znad wejścia bił do mnie neonowy szyld "Infinity" a na drzwiach aktualna promocja na kieliszek wódki. Jak łatwo się domyślić księgarni nie było, na wódkę tez nie weszłam. 

Szłam sobie powoli jak turystka, z ciekawością przyglądając się ludziom, witrynom i startemu juz na złoto nosowi Roosevelta. Sila rzeczy lub tez przyciagania trafilam na Off. Miejsce szczególne, Pamiętam go z czasów kiedy jeszcze nie było centrum wszystkiego. Minęłam kwiaciarnie Badylarz i ruszylam wprost do umówionego miejsca spotkania.

Spaleni słońcem to bylo miejsce na tzw bifor i after. Gdzie kazdy byl kumplem kazdego. Poznawalam tam zawsze dziwnych ludzi i zawsze bawiłam się dobrze. Byłam sama.. taka pora. Przystojny barman nalał piwo i delektowalam się i czekałam. 

Z zupełnie obcymi ludźmi jak na "dzikusa" dogadywalam się całkiem nieźle. Spędziłam czas dokładnie tak jak zwyklam spędzać sobotnie popołudnia i wieczory - wśród ludzi. Byłam tylko częścią biforu. Kraków udał się na bibke a ja.. bez bibki od razu na after do mojego Krolewicza. Wyprzytulal mnie jakby to kilka godzin było najdłuższymi i najteskniacymi. To był dobry wieczór. 

Juz jestem o wiele bardziej oswojona. 

15:57, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 lutego 2016

Jeszcze nie tak dawno temu macierzyństwo było dla mnie jak jedna wielka frustracja, stres i walka o przetrwanie do dnia następnego.  Jednak już od jakiegoś czasu nauczyło mnie dystansu, spojrzenia trochę z przymrużeniem oka na ten etap. Czy to ja się zmieniam, czy to ono mnie zmienia, czy to może moje juz kilku - bo przecież dwa to kilka - letnie doświadczenie nauczyło. Nie wiem, ale coraz bardziej mi się podoba.

M - jak Mama, ciągle czekam, jeszcze nie usłyszałam, jeszcze nie zasluzylam, ale coś czuje, ze moment ten jest bliski!

A - jak asertywność nad którą musze popracować, te wielkie, piękne zielone oczy i niewinne spojrzenia mogą wszystko! 

C - jak cierpliwość,  przez duże C, nic Cię tak nie nauczy być cierpliwym jak bycie rodzicem i kilka histerii gada z rzędu

I - jak intuicja, taka zwykła i magiczna zarazem mamina intuicja co potrzeba, jak, gdzie, co dolega, czy dolega.. Mamy mają to coś. 

E - tak na mnie woła, od zawsze.

R - jak radość ogromna, niezmerzona, wcisnieta w małego krasnala,  która wydaje się nigdy nie mieć końca

Z - jak zmiany, które czy chcemy czy nie dzieją się, stają się, teraz dzieją się te "na lepsze"

Y - to setki pytań, na które postaram się odpowiedzieć jak tylko K. zacznie mówić, to też setki pytań w kwestii macierzyństwa,  na które ciągle szukam odpowiedzi

Ń - nie ma słowa na Ń. 

S - to stres i spokój

T - jak troska moja o niego i juz teraz jego o mnie

W - jak wychowanie, nie ma nic trudniejszego, by wwychować go na dobrego człowieka

O - jak odpowiedzialność, największa za najmniejsze stworzenie..

Tak to teraz wygląda i ewoluuje.. Zmienia się także pomysłowość mojego Dziecka. Dzisiaj wsypal torebkę sody do świeżo napelnionej cukierniczki. Uznając to za wspaniały eksperyment.

Czuje, ze wyszło nam coś ddobrego.

Pozdrawiam. A. 

22:08, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lutego 2016

51 dni od ostatniego wpisu. Czy to nie idealny moment na zmiany?  Idealny, jak każdy inny. W swoich zmianowych postanowieniach trwam od tygodnia i zarówno ja jak i one mamy się ze sobą całkiem dobrze. Obiecałam sobie dbanie o siebie, o całego człowieka.  Fizycznie i psychicznie.  Juz siebie nie szukam, strata czasu. Mam na siebie kilka pomysłów,  tak chciałbym utrzeć nosa niedowiarkom, że potrafię. Chce się czuć ze soba jak najlepiej. Powoli się zaprzyjazniam,  bo jakoś się nie lubilysmy. Zaakceptowalam siebie i rozpoczynam upgrade. Przyszło to znikąd,  ale działa i jest. Może to zasługa terapii, a może ja sama, tak całkiem sama krzyczę ze środka, że chce żeby mnie było mniej, żebym była jak najlepszą mama, żeby moje serducho się dalej nie psulo, żeby pisać i spróbować czegoś nowego. Mam potencjał,  podobno. 

To tak jak mój Kubuś. On też ma w swoim małym acz puchatym cialku ogrom potencjału. Juz prawie wrócił do formy. Czasem nawet chodzi sam! I sam mówi nadal tylko w sobie znanym języku, chociaż i tak ja jestem najlepszym tłumaczem. On tak strasznie dużo chce wszystkim powiedzieć i tak wiele rozumie.

I zaczął rysować. Nie dalej jak wczoraj podaje mi kartkę z kilkoma kreskami pod różnym kątem. Przyglądam się uważnie, ale nadal widzę jedynie maziajki,  ale żeby go nie zniechęcać pełna entuzjazmu pytam:

- Co to Kochanie?

- Na co K. wydaje z siebie głośne: Łaaa! ! 

- Lew?

 

Przytakujace kiwniecie głową dało mi 100 punktów do interpretacji :) 

A dziś dostałam kartkę z samą kreską. Po pytaniu co to? K. pokazał brodę. Ach, rysuje chłopca! Ciesze się, że coś zaraz wytworzy i moja artystyczna dusza prawie wyskakuje z piersi wiec dopytuje: - Dorysujesz oczka? 

K. kiwa głową przeczaco. Dostałam rysunek brody.. O płonna nadziejo! 

 

Uwielbiam moje dziecko.. Jedyne co bym chciała żeby się zmieniło to to żeby nam dali spokój Ci lekarze. Bo marzec będzie trudny. Czeka nas wizyta w CZD w Warszawie. Boje się. Tak po ludzku, po matczynemu. Boje się tego co usłyszę i tego czego usłyszeć nie chce. 

Na dziś skończyłam. 

Będę pisać. Częściej. Obiecuje. A.

23:38, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »