RSS
sobota, 21 lutego 2015

Czym jest dla mnie luksus?

Luksus to ciepła kawa, którą mogę wypić, to chwile bezruchu, to odpoczynek, to patrzenie na szczęśliwe dziecię moje, to słuchanie jak woła: Ma!, to codzienny ciepły obiad, którego sama nie musiałam w pocie czoła gotować, to wpis na blogu drugi dzień z rzędu, to wyjście gdzie chcę, kiedy chcę, to spokojne zakupy, to bycie tu... 

Luksus nie trwa wiecznie, a powroty bolą, powrót do zimnej kawy, do ciągłego pędu - do rzeczywistości. Już jutro. 

Miałam sobie co nieco przemyśleć, miałam się zastanowić nad tym jak swoje życie poukładać, boję się tych myśli, bo tęsknie za czymś innym, bo potrzebuję przełomu, zmian, spektakularnych. Chyba dość stania w miejscu. Mam pomysł na siebie, jeszcze tylko pomysł na życie i już! I już?

 

16:56, fibithestrange
Link Komentarze (1) »

Miałam okazję dziś, a rzadko taką mam żeby uskutecznić spacer wieczorem późnym, w mieście na "P', po ulicach na "A". Niebo piękne, czyste, gwiaździste i idę tak, sama, i fale wspomnień uderzają to z jednej, to z drugiej strony. Ile razy już szłam tą ulicą, ile razy.. te wieczorne spacery zawsze były tymi najromantyczniejszymi, te wieczorne zawsze były otoczone najszczerszymi rozmowami, to po nich wracałam z rumianymi policzkami (niekoniecznie z zimna), po nich najtrudniej było wrócić do domu. Na nich najlepiej rozmyśla się o życiu, zwłaszcza w tym mieście, kiedy towarzyszy Ci ta, której na Imię Cisza a na Nazwisko Zupełna. Nie ma ludzi, nie ma jeżdżących aut... tak jakby ktoś przychodził o danej porze i wyłączał prąd.

Już po jutrze przyjdzie mi wrócić do miasta, gdzie nie brak prądu i gdzie ciągle coś, gdzie nie stać mnie na taki spacer... Nie stać mnie też na to żeby wrócić myślami gdzieś daleko... 

Tu mogłam sobie na to pozwolić, ciszy nie przerwał ząbkujący Kuba, ani kłótnia...

Pamiętam też wieczory, kiedy wracałam w sposób jednoznacznie wskazujący na mój stan, i uśmiecham się do tych powrotów, dobrze, że nie były to poranki. Czasami chciałabym żeby choć na chwilę moje życie stało się tak beztroskie jak wtedy, a może to właśnie była ta okazja. By poczuć się tak, by wrócić do pewnych miejsc, odgrzebać co nieco, na chwilę, tylko na momencik...

I zaraz po zamknięciu drzwi od klatki zasypać piaskiem tę burzę wspomnień, bo nie wiem sama do kogo należą...

00:24, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lutego 2015

Widmo samotnego macierzyństwa nade mną wisi, tak czai się podstępnie za rogiem. Czeka na to, aż mnie czymś zdenerwuje, wyprowadzi z równowagi i znowu zacznie się wszystko od początku... Oczywiście, że się nie rozstaliśmy, i nawet większy heroizm nie był potrzebny. Patrzymy na tego naszego Kubełka i tli się jeszcze nadzieja i iskierki się zapalają na jutro lepsze. Bo ja widzę jak oboje mu jesteśmy potrzebni i ok, przyznaję, mi też jest potrzebny - On jest mi jest niezbędny do tego żeby było bezpiecznie, dobrze i szczęśliwie, tylko czy ten Mój On to właściwy On? Ech... Czas pokaże. 

Kuba raczkuje! Od ponad 2 tygodni. Taka jestem dumna! Niech się wszyscy całują w nos - dojdzie do siebie, trochę wolniej, ale dojdzie! Ha!

Rozczarowana jestem ludźmi, znanymi mi i bardziej i mniej. Tymi mniej znanymi dlatego, że napotkałam ostrą krytykę Matko Polskości..wości? ostatnio i uderzyło mnie to, bo karmię, bo nie jestem karierowiczką i siedzę z dzieckiem w domu? A mówią, że to złe.. Pieprzenie w sumie takie...

Bardziej znani rozczarowali mnie sami sobą. Za szybko nazwałam przyjacielem, za szybko się otworzyłam. Nikt nie powiedział, że jak ktoś był bliski raz, będzie znowu... Nikt. A tak łatwo jest ocenić przez mglisto naznaczony pryzmat. Nie czuję się stetryczała, jedyne czego jestem pewna to to, że poświęciłam mojemu dziecku więcej uwagi, więcej siebie niż standardowa matka, ale te standardowe nie przeżywają horrorów żyć czy nie żyć... Czuję się usprawiedliwiona. Czuję też trochę żalu, że jestem oceniana właśnie z tej perspektywy, jak można oceniać kogoś nie wiedząc jaki był przez kilka dobrych lat? Trąci mi ignorancją... A nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem... nie ma co... Mam prawie 30 lat i nadal cierpię na naiwność wobec ludzkiej rasy. Dojrzeć mi trzeba.

I przeczytałam też dziś, że nie powinno się dziecku mówić, że jest mądre... powinno się go chwalić za wysiłek, który włożyło i za konkret. I to po to, żeby nie miało problemów ze sobą w przyszłości... bo dzieci próżne się stają i boją się wyzwań, boją się porażki i krytyki. Takie mądre książki czytam. I polecam film "The judge". dawno nie śmiałam się tyle i nie płakałam na filmie...

I szukam na siebie pomysłu, co zrobić ze sobą gdy braknie na życie... Szyć? Projektować? Sprzedawać? A może malować? Tworzyć i sprzedawać? Nie wiem... w kropce jestem. Czasami od kropki trzeba zacząć. [.]

 

 

19:45, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »