RSS
środa, 30 marca 2016

Gdy patrzę trochę dalej wstecz widzę,  że zawsze miałam tendencje do poswiecania się. A to dla związku, dla idei, gdzie tam tylko.. Macierzyństwo jednak miało byc tym czasem kiedy to realizuje się jako Mama i jako kobieta, pracująca, niezależna. Kobieta nowoczesna. Urodze śliczne, puchate dziecko. Będę je karmić pół roku, bo trzeba będzie wrócić do pracy. Dziecko do żłobka a ja ku karierze i samorozwojowi. Po pracy będę prawie perfekcyjna Panią Domu i przede wszystkim Mamą! Zycie jednak wybrało za mnie inaczej..

Wiecie co się stało, że Kuba nie był tym zdrowym i puchatym. 2 tygodnie na intensywnej terapii, pod intensywnym laktoterrorem, przez tydzień płakałam przy ściąganiu mleka. Gdzieś jednak z tyłu głowy było to, że to najlepsze co mogę mu dać. Ściągalam przez 3 miesiace, budzik co 2,3 godziny przypominał o tym żeby łapać za laktator. W 4 miesiącu Kuba załapał ssanie piersi. Zero butli, skończyło się sztuczne dokarmianie. Tak, bałam się, że to moje w wielkim stresie ściągnięte mleko nie wystarcza, rzygalam ziołowymi herbatkami, naparami i co tam jeszcze miało mi pomóc. Piłam wszystko żeby dla jego dobra móc karmić. Nie miałam czasu na depresję, mi nawet kolo głowy ta depresja nie przeszła.. Moje dziecko walczyło o życie, tez chyba chciałam o coś zawalczyć dla niego. Po wyjściu ze szpitala mijały miesiące. Po roku zapomniałam o powrocie  do pracy. K nadal potrzebował mnie najbardziej. Udało się mleko w tych umeczonych cyckach utrzymać. Działa przeciwbólowo, przeciwstresowo i usypiajaco przy każdej wizycie w szpitalu. To jest nasz czas.

Jestem wielką wyznawczynia rodzicielstwa bliskości, tego instynktownego. 

Od niedawna przyznaję się otwarcie do bycia Matka Polką. Jestem z tego dumna. Jest mi z tym czasami ciężko. Nigdy nie wymagam tego od innych Mam. Mnie życie trochę do tego popchnelo. Nie oceniajcie innych Mam po "okladce". Wszystkie są najlepsze dla swoich dzieci. Jak już chcesz ocenić to wysil się i poznaj jej historię. Może w niej znajdziesz odpowiedzi. 

K. nie rozwija się lepiej od innych, ja nie czuje się lepsza. Czuje, ze oboje wygraliśmy i to daje mi siłę do reszty walk, które przed nami. Pozdrawiam. A. 

15:08, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 marca 2016

Nie było mnie dawno.. Tak tu cisza zawiewa.  Otwieram, drzwi skrzypia a na podłodze mnóstwo kurzu. Tu nikt nie zaglada. Taka jestem sama dla siebie i sobie. Tym razem nie nieważna a chora. Od dawna. Boli mnie cały człowiek, wszystko co miałam wlalam w siebie ku pokrzepieniu, bezskutecznie. Może to dusza moja chora się uzewnetrznia! Ale czy można być chorym na zawsze? 

K. tez chory, lekarz dzisiaj ogłosił to oficjalnie. Oskrzela ma do naprawy, więcej objawów brak.

Dzisiaj spotkało  mnie niesamowite zjawisko w drodze do przychodni. Przed naszym blokiem, w drodze do miejsca gdzie jest to skupisko wszelkich chorób jest park. Park z wykarczowanego lasu, prawie jak w domu. Czasem widzę wiewiórki, czasem jakiegoś kosa czy szpaka, na wiosnę, już prawie są i śmieją się spod suchych liści zawilce. I idąc tym parkiem właśnie nagle słyszymy stukanie, jakby na perkusji ktoś grał. To dziecioł, chyba miał schizofrenię albo inna przypadłość psychiczną, bo walił nie jak to jego gatunek ma w zwyczaju w drzewo a w latarnię! Uwierzycie? Ja nie wierzę do teraz. Szkoda mi stworzenia, bo w latarni niewiele do zjedzenia a światło nadziei rozpala sie o zmroku. I czułam ten zapał i przerwy pełne rozczarowania. Nie miałam mu jak wytłumaczyć, że źle trafił, a może to była próba sił?  A może on sobie coś chciał udowodnić? A może to Pani Dziecioł dala mu wiosenne wyzwanie żeby przyjąć jego zaloty?

Natura podstępna jest bardzo.

Jest niewątpliwie 100 procentową kobietą. 

16:13, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 marca 2016

Ja z reguły jestem tą najważniejsza, ta kochana, dbajaca,  opiekujaca. 

Z reguły, nie wczoraj. 

Wczoraj byłam czynnym świadkiem małego cudu. K usnal tuż przed 20. Nie miałam pojęcia co robić z tym czasem! Boże, ile go! Od czego tu zacząć. Nieśmiało zagajam do NieMeza:

- Może jakiś film obejrzymy? Spędzimy trochę czasu  razem - myślę sobie, nadgoimy to co zepsute.

- Wiesz, chętnie,  ale dzisiaj jest mecz.. Borussia gra i chciałem obejrzeć. Może chciałabyś. ..?

Nie dokończył, mój wzrok mówił wszystko. Wiedzial, ze nie takiej odpowiedzi sie spodziewalam. Wiedzial tez, ze nie ma szans na to żebym obejrzala z nim ten mecz.

Wskoczyłam w pizame, przytulilam się do lampki wina i słoiczka z nutella. Obejrzałam przedpremierowe odcinki seriali, wypilam zdrowie K. Wladowalam w siebie ileśset kilokalorii i usnelam z poczuciem nieważności. Sama. 

Oddaliśmy siebie walkowerem. 

15:34, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016

 Od wczoraj myślę jak to wszystko napisać a przecież do napisania nie ma wiele.

Pani Profesor, starsza kobieta, patrząc na Kubę od razu wiedziała w czym rzecz. Obserwowała, pytała o różne rzeczy, mamrotala pod nosem. A my jak te sroki czy sepy czekaliśmy aż nam rzuci jakiś ochłap informacji. 

- Proszę Pani, proszę tak na mnie nie patrzeć jakby wszystko było dobrze, bo nie jest.

Wyrwała mnie z ciała sparalizowanego strachem. Nie wiem jaki miałam wzrok, ale zapewne każdy tylko nie taki jaki jej się wydawał. 

Nie powiedziała co jest K. Kazała się nie martwić na razie, mamy wrócić w kwietniu na badania. Na krew, na rtg, na sama nie wiem co jeszcze. Na diagnozę, to na pewno. W kwietniu zawyrokuja. Boje się tej Warszawy. Boje się szpitali, boje się, że to już tak blisko. Boje się, że go stracę, jedyny cud jakiego byłam świadkiem. 

Nie ma mnie bez Niego...

"Czy to nieprzygoda jedna wielka, losu szulerka,  czy tak już będzie do zachodu słońca. Tylko nie mów mi, że chcieć to móc,  tylko nie mów mi, że chcieć to móc. "

11:16, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 marca 2016

Gdzieś w człowieku czuje niepokój, biega między komorami serca, czasami odbija gdzieś w stronę głowy, zgubi się w okolicy nóg, poplącze i wraca. I tak dzisiaj od rana. Jestem rozdrazniona, wszystko mnie wkurza. 

Juz jutro wizyta w Warszawie, już jutro liczę na to, że usłyszę jakiś konkret od Pani Profesor. Od ponad roku czekam na jakąś sensowna informację. Co dalej? Czy K jest chory?

Czy K jest nieuleczalnie chory Pani Profesor? 

Nie wiem jak wytrzymam do jutra. Wytrzymam. Trzymam. Mam. 

Mam iskierke nadziei na jutro.

12:21, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 marca 2016

Złe nie odchodzi bez walki, czuje jak kurczowo trzyma mnie za nogę i prawie krzyczy: Nigdzie beze mnie nie pójdziesz! 

Czyżbym była na nie skazana?

W ostatnim roku mam za sobą kilka pobytów w szpitalu z K, dość poważny zabieg u siebie, ciągła rehabilitację K, zwłaszcza po tym jak złamał kość srodstopia,  tętno mojego serca dochodzi do 140 w stanie spoczynku bez jakiegokolwiek wysiłku, podobno tak daje o sobie znać wycienczenie organizmu. Wczoraj doszła mi jeszcze chondromalacja rzepki. Psuje się sobie od środka. K nie ułatwia, dołożył dzisiaj napad histerii na rehabilitacji. 

Czy ja mogę sobie pozwolić na bycie bezsilna? Chociaż na chwilę przestać chodzić z podniesiona głową i z tym rysunkiem na twarzy, że jakoś to będzie. 

Dzisiaj mam taki dzień. Dzisiaj czuje wszystkie klody pod nogami. Ja wiem, ze to minie. Ja wiem, ze poki nie upadlam to spokojnie moge isc dalej. Tylko na chwile usiade sobie w kaciku i poplacze, nie to, ze sie poddalam, takie moje mini domowe katharsis. Z potrzeby czlowieka.

14:15, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 marca 2016

Leżę na kanapie. Mój NieMąż przychodzi z kwiatami, uroczym prezentem, podaje mi wino.. Parę minut temu wrócił z zakupów na dzisiejszy obiad, który On ugotuje,  bo jest moje święto!  Dzień wcześniej posprzątal mieszkanie. Dziecko juz prawie gotowe żeby iść z tata na spacer, Mama będzie odpoczywać! 

Nagle trach! Bum! Łup! 

Co jest?!!

To ja.. Spadłam z kanapy i obudziłam się z tego niespelnionego snu styrana jak co dzień. Przytulona do świeżo zmienionej pościeli. Dzień kobiet - dzień jak co dzień.  Moje święto minęło mi na sprzątaniu łazienki, praniu, prasowaniu.  Tak niebywale wczulam się w swoją kobiecość!  

Wyjątkowo nie musiałam gotować. Nie.. sen się nie spełnił.

Miałam zupę - z wczoraj,  nie świąteczna,  ugotowalam sama.

A i owszem dostałam kwiaty, nie tulipany i bez rajstop.  Prezent jakiś tydzień temu, udany, dany. Ja wiem, liczy się gest, chęć.  Kobieto docen! Towarzyszka Anna docenia. Odwiedził nas tez przyjaciel, dobrze, że odwiedził inaczej wieczór spedzilabym sama. NieMaz świętował u dentysty. Wpadł tylko dać kilka róż i coś o najlepszym powiedzieć pod nosem. Dobrze, że mamy przyjaciół. 

W to święto moje udało mi się namówić Gada na spacer. On chce juz sam odkrywać, mama mu coraz mniej potrzebna,  ważne żeby była w zasięgu wzroku. To mnie wyjątkowo cieszy. Tak długo czekałam. Na spacerach gada z wronami,  coraz mniej unika ludzi, jest bardziej pewny siebie. Mój mały, duży chłopak. Czyżby złe juz sobie poszło? 

13:44, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 marca 2016

Pierwszy raz, od nie wiem jak dawna czuje, ze ktoś w końcu docenił moja prace. Nie było to moje dziecko, dla niego mama jest jaka jest i juz, przecież robi to co zawsze. Nie był to też mój NieMąż, on mówi, że docenia, oczywiście, ale jakoś nic za tym nie idzie. Dalej robie tyle ile robiłam, dalej na najwyższych obrotach, turbo kreatywna Mama na turbodoladowaniu. 

Doceniła mnie kumpela, która wpadła do nas na kilka godzin i miała okazję bardziej niż zwykle i dłużej niż zwykle poobserwowac. Obiad gotowy, prawie jak niedzielny, posprzątane mieszkanie, dziecko ogarniete i mega absorbujace. W międzyczasie spacer, ogarnianie na bieżąco i jezor trochę na brodzie.

Jak Ty to robisz wszystko z nim?- pyta zaledwie po dwóch godzinach.

- Z nim. Dosłownie - odpowiadam jakby to było oczywiste, że każdy dwulatek lubi ścierac kurze, odkurzac i układać. 

Po kolejnych godzinach widziałam na jej całym człowieku zmęczenie materiału. Kiedy wracała napisała, i to publicznie, że mnie podziwia i docenia i bardzo by chciała zrobić coś żebym odpoczela. Może za parę lat.. No, najwcześniej w następny weekend ;) Zrobiło mi się bardzo miło. I taka się poczułam ważniejsza i "fajniejsza" niż zwykle ;) 

Miłego dnia!

10:02, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 marca 2016

Minęło  trochę czasu od kiedy pisałam, że K próbuje chodzić sam. Teraz próby można uznać za zakończone!  Poszedł! Zdobył się na odwagę i od tego momentu utrzymuje u mamy stan przedzawalowy. Jak ja walczę ze sobą żeby go czasami nie złapać, nie pozwolić potknac.  Ja wiem, to obsesja. Obsesja matki nadopiekunczej. Walczę z tymi swoimi demonami, pilnuje się i jestem dumna z niego i z siebie. Z jego odwagi a mojej wytrwałości w postanowieniach.

Dzisiaj wizyta u neurologa. P. Doktor w grobowej ciszy przejrzala dokumentację,  sprawdziła kartę.  My nie mówiliśmy nic. K siedział niezwykle cicho i spokojnie na kolanach i czekał. On chyba na to żeby jak najszybciej wyjść,  ja na to co powie.  Bałam się,  że ta cisza to zapowiedź czegoś niedobrego. Jeszcze tylko sprawdziła głowę,  kazała mu się przejść.. I mówi nam, że nie ma się do czego przyczepić!  Nie ma.. nic.. Nic co by ją niepokoilo.  Az chciałam ja usciskac! Kontrola za rok!! ROK. To tak długo jakby jej prawie wcale nie było. Złe się kończy, zle ma dość nas, my go też. Niech sobie idzie precz!

K zrobił się mobilny nie tylko w motoryce dużej,  ale i małej.  Do motoryki małej zaliczamy dłubanie w nosie. Czuje wręcz, że podchodzi to pod pasje mojego dziecka.  Kilka dni temu, podczas oddawania się tej jakże fascynującej czynności K udało się coś wydlubac. Z zaciekawieniem spojrzał na palec wołając: O! Jakby było to jego największe odkrycie.. A z kim dziecko dzieli się odkryciami? Z rodzicami. I tak też się stało w tym przypadku. K. pomaszerowal do nas z wyciagnietym przed siebie paluszkiem na którym dumnie prezentował swoje znalezisko. Reakcja rodziców,  albo raczej jak na nas typowa - lalismy prawie pod siebie ze śmiechu czego K do końca nie rozumiał. Jak tylko zalapalismy oddech pogratulowalismy i zyczylismy dalszych sukcesów! Kurtyna! 

16:10, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lutego 2016

 Gulasz wyszedł pyszny. Jak zawsze. Doprosila się o komplement. Wrócił Korpo Nie Mąż z Korpo Zmęczeniem i Korpo Stresem na twarzy. Nie zapytał jak minął jej dzień, co nowego powiedział Ich syn. Nawet nie zauważył prawie perfekcyjnego mieszkania. Przywiózł jej zamówienie z Zary dla Ich syna. Nie skomentował go, chyba już mu wszystko jedno. Podczas kąpieli K słuchała Korpo Relacji. Obejrzała serial, On ugotowal na jutro chinszczyzne. Prosiła go o to już w niedzielę kiedy ustalala plan obiadów na cały tydzień. Chwile posiedzial z synem, bo poczuł ogromną potrzebę wyrzucania śmieci, akurat wtedy kiedy chciała odpocząć. K w swoim niezatrzymanym slowotoku zaczął mówić "tata". Nie była pewna czy widziała wzruszenie na Jego twarzy, tak długo przecież na to czekał. Uczcil to szklanka whisky z cola i obejrzeniem meczu kiedy Ona usypiala ich syna. Teraz sama pije wino. Morgan BlackBerry, pyszne. Sama siedzi w pokoju, obok Niej śpi ich syn. Próbuje sobie przypomnieć kiedy ostatnio dostała kwiaty.. chyba częściej kupuje je sobie sama.

Tak żyją obok siebie, w swoich światach, że swoimi marzeniami, każde z nich samotnie.

23:35, fibithestrange
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6